poniedziałek, 14 grudnia 2015

#5. "Dlatego unikam chłopaków"

Leżałam na łóżku i gapiłam się beznamiętnie w sufit. Zaczynała do mnie dochodzić świadomość z popełnionego przeze mnie błędu i bardzo żałowałam że nie mogłam cofnąć czasu aby do tego wszystkiego nie dopuścić. Jedyne czego pragnęłam to prowadzenie zwykłego, szkolnego życia bez wpakowywania się w jakiekolwiek tarapaty ale przede wszystkim chciałam trzymać się z daleka od EXO. Jak widać nie można mieć wszystkiego i w ten oto sposób przez moją głupotę oraz upartość zostałam niewolnicą szkolnego playboya który myśli że jest panem i władcą wszystkich dziewczyn.
Spojrzałam raz jeszcze na wiadomość i wydałam z siebie rozżalone westchnięcie by po chwili wstać i zacząć przygotowania do wizytacji w piekle. Jak zwykle do mojego pokoju zaczęły wbiegać pracownice przynosząc mi świeże ręczniki, ciuchy i wszystko co się dało. W pewnym momencie przestałam już nawet zwracać na nie uwagę będąc pochłoniętą swoimi myślami.
Po wyszykowaniu się zeszłam do jadalni, gdzie stół był już nakryty każdym możliwym daniem. Ojciec był już w trakcie konsumowania a ja przez chwilę patrzyłam się na stół z jedzeniem zastanawiając się czy powinnam cokolwiek zjeść by potem na widok tego wstrętnego robaka nie zwrócić treści żołądka. Wydałam z siebie kolejne westchnięcie i usiadłam do stołu, nakładając sobie kimchi i w ciszy zaczęłam je pochłaniać.
Po godzinie byłam już pod rezydencją Kaia. Musiałam przyznać  że chatę to miał bardziej bogatszą ode mnie ale kogo obchodzi jak mieszka narcyz zapatrzony we własnego ego?
Zadzwoniłam domofonem i czekałam aż książę mnie wpuści. Minęło pięć minut, potem dziesięć i piętnaście a ja stałam jak ostatnia idiotka dzwoniąc i dobijając się do niego. Po dwudziestu minutach miałam dość i zaczęłam się oddalać, gdy nagle zza drzwi wyłonił się król zamku w samej bieliźnie.
- Wybacz, przysnęło mi się trochę. Tak długo myślałem nad dalszymi rozkazami dla ciebie że aż mnie to zmęczyło. – Oznajmił z cwaniackim uśmiechem przecierając zaspane oczy. Stałam tak przez chwilę i patrzyłam się na niego ze skwaszoną miną. Ostatnie co chciałam oglądać na dzień dobry to jego prawie że nagą sylwetkę. – Aż tak mam piękne ciało że nie możesz od niego oderwać wzroku? – Jego słowa wyrwały mnie z chwilowego szoku po czym pokręciłam głową, mówiąc z przekąsem.
- Widziałam lepsze. Nie masz się czym pochwalić, jesteś zwykłym przeciętniakiem. A tak poza tym… Czy mogę już odbębnić swoją karę by nie musieć dłużej patrzeć się na twoją twarz do końca dnia? – W odpowiedzi usłyszałam tylko sarkastyczny śmiech po czym furtka się otworzyła a ja dziarskim krokiem ruszyłam w kierunku chłopaka z twarzy którego nie schodził uśmiech. Gdybym mogła to bym mu przysoliła żeby zedrzeć tego banana z jego ust.
- Kuchnia jest prosto i na prawo. – Usłyszałam po czym rzuciłam torbę pod ścianę i poszłam za jego wskazówkami. Nie miałam najmniejszej ochoty przebywać w tym domu ani w jego towarzystwie ale skoro przegrałam to chociaż zachowam ostatnie resztki godności i zrobię to co mam zrobić.
Weszłam do pomieszczenia, rozejrzałam się i zaczęłam szukać produktów do gotowania oraz potrzebnych naczyń. Nie byłam jakąś miss gotowania ale co nieco potrafiłam zrobić choć od dziecka jedzenie miałam podkładane pod nosem. Podwinęłam rękawy i zabrałam się do roboty.
- Nawet nie wiesz co jadam. – Wzdrygnęłam się na jego głos oraz na uczucie braku przestrzeni osobistej bo wręcz się o mnie opierał i zaglądał mi przez ramię. Odruchowo się zamachnęłam i przyłożyłam mu metalową łyżką w głowę i oko.
- Nie naruszaj mojej przestrzeni osobistej. I się nie zakradaj! – Rzuciłam z oburzeniem, patrząc jak kuli się na ziemi jęcząc z bólu.
- Odbiło ci idiotko?! Prawie wydłubałaś mi oko! Mogłem oślepnąć! – Rzucił ze wściekłością i poirytowaniem.
- Trzeba było myśleć zanim się za mną pojawiłeś! – Prychnęłam z oburzeniem a widząc jak się zwija z bólu zrobiło mi się go nawet trochę żal. Co prawda nie zrobiłam tego specjalnie ale sam fakt że ktoś przeze mnie cierpi jest uciążliwy. Nie mając innego wyjścia posadziłam go na krześle, wyjęłam z zamrażarki dwa worki z lodem, odsunęłam jego rękę od twarzy i skrzywiłam się. Nie wyglądało to dobrze. Miał całe czerwone oko i chyba nawet nie mógł go otworzyć. Przyłożyłam mu jeden woreczek do głowy a drugą do oka a w odpowiedzi usłyszałam głośne syknięcie.
- Jak ja się teraz pokażę w szkole… - Wyjęczał z żalem. – Będą się nabijać że mnie dziewczyna pobiła. A co pomyślą inne jak zobaczą moją oszpeconą twarz?
- Nie ma to jak się martwić o swój wygląd bardziej niż o wzrok z którym jest nieco gorzej. – Mruknęłam z dezaprobatą. Typowy bogaty dzieciak. Westchnęłam ciężko i wróciłam do „garów”, pytając.
- Co chcesz zjeść? Masz uczulenie na jakieś przyprawy? Nie chcę mieć cię na sumieniu do końca życia… - Przez chwile słyszałam jęki, syknięcia i warczenie a zaraz potem oziębły ton oznajmił.
- Bulgogi… bez soli…
Nie odpowiedziałam nic tylko wzięłam się do roboty. To danie jest trochę czasochłonne, więc żadne z nas nie zdążyło na trzy pierwsze lekcje. Kiedy mu już wszystko podstawiłam pod nos, czekałam aż spróbuje, wyda swój werdykt i będę mogła się zmyć jak najszybciej do szkoły. Patrzyłam jak dokładnie przeżuwa każdy kęs a narastające napięcie zmusiło mnie do tupania.
- I? Powiesz coś wreszcie? – Ten tylko coś pomruczał i po dziesięciu minutach oznajmił.
- Dziewięć na dziesięć.
- Co? Co ci nie smakowało? – Zapytałam będąc szokowana jego werdyktem.
- Hmm…. Wołowina była zbyt krótko marynowana przez co ten smak nie był tak mocny jak zwykle. - No zdębiałam. Prychnęłam, posprzątałam po sobie wszystkie naczynia i powiedziałam.
- Właściwie to nic mnie to nie obchodzi. Idę do szkoły. – Burknęłam i szybkim krokiem skierowałam się do wyjścia, kiedy słyszałam za sobą swoje imię i hałas. Zatrzymałam się nie będąc pewną co się stało. Z jednej strony chciałam wyjść jakbym nic nie usłyszała ale z drugiej w domu nie było kompletnie nikogo. Wróciłam się więc kuchni gdzie ujrzałam chłopaka leżącego na ziemi.
- Kai? – Podeszłam do niego niepewnie myśląc że chce mnie nastraszyć żeby trochę dłużej mnie podręczyć, ale kiedy zauważyłam że z jego nosa leci krew przestraszyłam się nie na żarty. Ukucnęłam i sprawdziłam puls. Był ale słaby. – Co do cholery? Aż tak mocno mu przygrzałam!? – Krzyknęłam z niedowierzaniem i zaczęłam go szturchać.
- Kai! Kai! Na litość boską! Jesteś słaby jak mój zasięg w telefonie! – Rzuciłam zdenerwowana po czym zadzwoniłam po karetkę a potem po jego ojca. Chciałam go przenieść na kanapę, ale ratownicy mówili żeby go nie ruszać. Świetnie Minhae, po prostu świetnie! Teraz będziesz musiała żyć z myślą że prawie pozbawiłaś go życia.

Siedziałam przy nim do momentu aż w domu nie zjawił się Pan Kim i ratownicy. Powiedziałam wszystko co się stało, dostałam reprymendę od jego ojca a ratownicy w tym czasie go spakowali na nosze, wsadzili do ambulansu i zawieźli do szpitala. Tymczasem ja musiałam iść jeszcze na lekcje, zastanawiając się co mam dalej zrobić. Iść go odwiedzić i przeprosić czy zacząć go unikać? Przez wszystkie lekcje byłam nieobecna aż w końcu zajęcia się skończyły a ja udałam się prosto… do szpitala. 

Wznowione po tak długim czasie. Jak zostało wspomniane, maturka w maju ale czego sie nie robi dla odstresowania? 

2 komentarze:

  1. Hahaha, uśmiałam się na tym rozdziale! Teksty Minhae mnie rozwalają >_< Dziewczyno, masz za dobre serce, chłopak sobie zasłużył! Nie przepraszaj! :D
    Fajnie, że pojawiły się nawet 2 nowe, fajne rozdziały. Proszę o więcej takich niespodzianek :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. aawww, jak miło że komus sie to podoba ;;
      Starałam się tak bardzo :3

      Nastepnym razem posram się bardziej! <3

      Usuń