Wolnym krokiem szłam ścieżką w stronę padoku. W jednej dłoni trzymałam wiaderko do połowy wypełnione marchewkami, a w drugiej uwiąz. Z daleka widziałam karego wałacha, którego dostałam na czternaste urodziny. Qian, pełnokrwisty anglik z japońskiej hodowli championów na skalę międzynarodową. Dlaczego Qian? Sama nie wiem, samo 'qian' oznacza 'pieniądz' po chińsku. Jak byłam mała i często podróżowałam z ojcem po Azji często słyszałam to słowo. Przy kupnie konia miałam wybrać jakie imię ma mieć wpisane do rodowodu, padło akurat na to. Nie przeszkadza mi co oznacza 'qian', mało ludzi w Korei znam chiński. Słysząc, te minię mogli by powiedzieć, że jestem 'zapatrzoną w siebie dziewuchą z bogatej rodziny', już nie raz to słyszałam. Nie warto kłócić się z takimi ludźmi i tak by nie zmienili swojego zdania. Nauczyłam się, że lepiej nie reagować na takie obelgi, osoba, która to mówi musi mieć kompleksy na punkcie zarobków. Ale pieniądze to nie wszystko, można dużo za nie kupić, ale człowieka nimi się nie kupi.
- Qian - przywitałam się z koniem, który stał już przy barierce z uszami skierowanymi w moim kierunku. Od razu się uśmiechnęłam. Przyjeżdżam tu codziennie, w ostateczności co drugi dzień, by nim się zajmować. Często młode dziewczynki wyrastają z miłości do koni, ale jak widać mój sentyment przezwyciężył. - Masz marchewkę - wzięłam z wiaderka i na otwartej dłoni podstawiłam pod jego chrapy. Szybko zaczął gryźć marchewką, patrzyłam na niego głaszcząc ciemię pomiędzy oczami. Zakochałam się w nim przez gwiazdę ze strzałą na ciemieniu, jak był źrebakiem wyglądał jakby wytarzał łeb w mące.
Przywiązałam się do niego przez te lata, nie raz brałam udział w zawodach WKKW. WKKW to Wszechstronny Konkurs Konia Wierzchowego organizowany przez Międzynarodową Federację Jeździecką. Wiele lat trzeba trenować by odnieść zwycięstwo. Jeszcze ani razu nie udało mi się wygrać, ale nie raz stanęłam na podium.
Otworzyłam zasuwkę bramy i weszłam na padok, zaczepiłam uwiąz o kantar konia i wyprowadziłam go. Chwyciłam rączkę wiaderka i skierowałam się w stronę stajni. Nie śpieszyłam się, miałam czas, dzisiaj powiedziałam ojcu, że jeśli mam iść jutro z nim na bankiet, to dzisiaj całe popołudnie spędzę na jeździe. Terany dookoła stajni to lasy, więc jest gdzie spokojnie pomyśleć. Postawiła wiaderko na ziemi i zawiązałam uwiąz na rurze, na której było już przygotowane siodło, uzda i reszta oprzyrządowania. Poklepałam go po szyi i sięgnęłam po szczotkę do skrzynki z czerwonym napisem 'Qian'. Zaczęłam szczotkować jego sierść od grzbietu zgodnie z ułożeniem. Zawsze lśniła, było to oznaką, że był zdrowy. Lubię pielęgnować go, traktuję go jak przyjaciela. Zarzuciłam na jego grzbiet czaprak, a po chwili siodło. Zapięłam popręg i poklepałam go po piersi. Sięgnęłam po uzdę i najpierw przełożyłam wodze przez głowę konia i rozpięłam kantar. Gdy Qian otworzył pysk włożyłam wędzidło i przełożyłam nagłówek przez jego uszy. Uśmiechnięta wyciągnęłam grzywkę spod naczółka.
- Już - mruknęłam pod nosem i chwyciłam za wodze odprowadzając go wokół jego osi. Wsadziłam lewą stopę w strzemię i podciągnęłam się przerzucając nogę nad zadem konia. Usiadłam w siodle i włożyłam prawy but w drugie strzemię. Poprawiłam puśliska by później nie cierpieć z powodu skurczu łydek.
- Sunhee, Twój telefon! - usłyszałam krzyk Yoonah i ujrzałam ją samą wychodzącą ze stajni. - Twój ojciec dzwonił, chyba coś chciał - powiedziała i podała mi telefon, odblokowałam go i zobaczyłam wiadomość tekstową, miałam być przed zmierzchem w domu. Poczułam się jak dziesięciolatka, która wyszła się pobawić na placu zabaw, naprawdę muszą mnie tak traktować?!
- Odebrałaś może wcześniej? - zapytała patrząc na nią z grzbietu konia. Ojciec nie lubił jak nie odbierałam telefonów od niego. Schowałam go do kieszeni swetra i chwyciłam wodze by zatrzymać Qian, który niebezpiecznie szybko zmierzał do wiaderka z marchewkami.
- Nie, zanim znalazłam go w boksie Qian, to trochę to minęło. A coś się stało? - zapytała troskliwie.
Yoonah jest córką właściciela jak i dobrego znajomego moich rodziców. Znamy się od dziecka i nie raz razem spędzałyśmy miło czas podczas podróży służbowych naszych rodziców. Teraz, gdy jej ojciec zawiesił karierę biznesową trochę oddaliłyśmy się od siebie. Szczególnie, że przeprowadziła się poza Seul i tak naprawdę widzimy się tylko w stajni. Jeszcze rok temu chodziła do tej samej szkoły co ja, to częściej ją widziałam.
Jej miejsce zajęła Minhae, która z charakteru jest jej przeciwieństwem.
Lekko poprawiłam loki na swoim ramieniu, stałam koło taty z uśmiechem na twarzy. W dłoni trzymałam małą kremową kopertówkę, która pasowała do sukienki w tym samym kolorze.
Jako córka i jedyne dziecko biznesmena muszę uczyć się etykiety na bankietach. Poznawać wspólników ojca i zdobywać ich uznanie, by przy przejmowaniu majątku mieć ich poparcie. Może mówiąc o tym myśli się, że jest to łatwe, ale utrzymywanie prostej postawy, uniesionej brody i sztucznego uśmiechu przez kilka godzin nie jest dla nowicjuszy.
Czy lubię to?
Nie, nie mam prawa wyboru.
Nikogo nie znałam, szłam za tatą i witałam się z jego wspólnikami. Niektórych znałam z widoku, kilka razy spotkałam ich w biurze ojca i przedstawiłam się. Na sali widziałam kilka osób ze swojej szkoły. Pełnili taką samą funkcję jak ja, mieli dobrze wyglądać i zapewniać, że są dobrymi kandydatami na biznesmenów. Dobra mina do złej gry, połowa z nich i tak doprowadzi firmę do bankructwa. Nie dziś mówi się o wybrykach młodocianych, dlatego częściej rodzice aranżują śluby swoich dzieci z dziedzicami innych firm. Brzmi i tak samo brutalnie to się odbiera. Małżeństwo dla pieniędzy. A fuj! A jednak własne dzieci sprzedają dla zarobku, może i zapewnia to przyszłość, ale spędzenie życia z osobą, której się nie zna już jest mniej przyjemne. Wielu biedniejszych ludzi chciałaby prowadzić życie takie, jak my. Nie widzą tych ciemnych stron bogactwa, nałogi, ciągły stres i presja wywierana przez otoczenie. To wszystko człowieka wyniszcza od środka.
- To jest pan Kim - powiedział do mnie ojciec patrząc na faceta mniej więcej w jego wieku. - Jeden z ważniejszych naszych wspólników - dodał, a ja z uśmiechem ukłoniłam się.
- Miło mi Pana poznać - odezwałam się. - Nazywam się Kim Sunhee.
- Mi też miło ciebie poznać, młoda damo. Twój ojciec dużo o Tobie opowiadał - powiedział łagodnie. Zaśmiałam się i spojrzałam na osobę, która koło niego stała. - A to mój syn, Kim Joonmyun - objął chłopaka ramieniem.
- Cześć Sunbae - powiedziałam do chłopaka, który wyglądał jak anioł.
- Jak się znacie, to porozmawiajcie, słyszałem, że razem chodzicie do szkoły - zaśmiał się jego ojciec i razem z moim odeszli.
Spojrzałam na Suho, wyglądał wspaniale w białej koszuli i czarnej marynarce. Włosy miał zaczesane do góry, a góry guzik od koszuli miał rozpięty.
- Sunhee - wymówił moje imię. W szkole uchodził za istotę boską. A ja słysząc jego melodyjny głos miałam pustkę w głowie. Jak zawsze, często ze sobą rozmawiamy, w końcu jest przewodniczącym szkoły, a ja pomagam mu. - Nareście jakaś osoba mnie uwolniła - jęknął i spojrzał na mnie. Jego ciemne oczy były wspaniałe, duże z gęstym wachlarzem rzęs. - Chcesz szampana? - zapytał szybko widząc, że przechodził kelner.
- Poproszę - kiwnęłam głową, a on po chwili z tacy kelnera zabrał dwa smukłe kieliszki i jeden z nich mi podał. - Dziękuję Sunbae - powiedziałam i wzięłam łyka.
- Idziemy na taras? - zapytał rozglądając się po sali. - Duszno tu, nie ma czym oddychać - jęknął i zaczął prowadzić mnie w stronę dwuskrzydłowych szklanych drzwi. Wyszliśmy na zewnątrz i poczuła lekki wiaterek na odkrytych ramionach. Skuliłam się i podeszłam do ławeczki, która stała w kącie. Joonmyun patrzył w niebo trzymając jedną dłoń w kieszeni. Zawsze uważałam go za najbardziej rozsądną osobę z tej grupy EXO. Nie pierwszy dzień go znałam i wiedziałam, że nigdy nie zostawi człowieka w potrzebie. - Mogę się przysiąść? - jego głos oderwał mnie od myśli. Zamrugałam i spojrzała na niego.
- Pewnie - odpowiedziałam i przesunęłam się by miał gdzie usiąść. Założył nogę na nogę i ponownie napił się ze swojego kieliszka. Pewnie już musiał siedzieć tu dobre kilka godzin na bankiecie. Słyszałam, że przykłada się do zajęć z ekonomiki, widocznie chciał zatrzymać firmę ojca.
Zawiał zimniejszy wiatr i skuliłam się broniąc się przed zimnem. Chłopak spojrzał na mnie i odstawił na ziemi kieliszek.
- Musi ci być zimno - powiedział zdejmując marynarkę, którą po chwili położył na moich ramionach.
- Sunbae, nie musisz - próbowałam ją zdjąć, ale przetrzymał ją swoimi dłońmi na moich ramionach.
- Ale chcę, nie mogę patrzeć jak teraz marzniesz - powiedział łagodnie i wziął kieliszek w dłoń. Zarumieniłam się lekko, lubiłam dżentelmenów, a Joonmyun był jednym z nich. Zawsze dobrze się czuję w jego towarzystwie.
- Dziękuję Sunbae - podziękowałam i bardziej zasłoniłam się czarnym materiałem. Czułam jego perfumy, były delikatne tak, jak jego charakter. Nigdy nie widziałam go zdenerwowanego, nawet jak ci z EXO dawali mu się we znaki. Był opanowany i potrafił dopasować się do każdej sytuacji. - Długo już tu jesteś? - zapytałam patrząc w gwiazdy, dzisiaj niebo było zapełnione małymi migoczącymi światełkami.
- Od początku - odpowiedział po dłuższej chwili. - W sumie to i tak nie ma znaczenia, jeżeli będę wracał do domu dopiero po zakończeniu bankietu - dodał bawiąc się kieliszkiem.
- Dlaczego? - zapytałam zaciekawiona. Nie jestem z natury wścibska, ale jeżeli on się tak poświęca, to musi to być coś ważnego. Coś co było związane z przyszłością firmy.
- Ojciec ma podpisać jakąś umowę i chcę bym poznał córkę jego kolegi udziałowca - skrzywił się lekko. Co jak co, ale małżeństwo w tak młodym wieku potrafi każdego przerosnąć. - Nie bój się, nawet nie ty jesteś tą dziewczyną - zaśmiał się, a mi nie było do śmiechu. Było widać, że nie zgadzał się z tym. Jeszcze jak zaczęliśmy chodzić do tej samej szkoły mówił mi, że małżeństwo to tylko i wyłącznie z miłości. A skończył jak skończył. To smutne.
- Przykro mi - szepnęłam i wbiłam wzrok w swój kieliszek, który był prawie pełny. Nie przepadam za alkoholem, mało co piję. W przeciwieństwie do osoby, w której jestem zauroczona. - Zmieniając temat - uśmiechnęłam się lekko próbując rozluźnić sytuację. - Jak u chłopaków? - zapytałam zahaczając o temat hołoty niewyżytych facetów. Często opowiadał mi ich śmieszne historyjki, lubiłam je, dzięki nim wiedziałam, że nie są tymi bestiami, za które ma ich połowa szkoły.
- Zapewne albo piją, albo obijają się w domu - westchnął. - Kai wspominał mi, że mogę dołączyć do niego, Sehuna i Luhana w klubie jak już urwę się z bankietu - powiedział bawiąc się swoimi palcami. Zawsze martwił się o tą trójkę. Zawsze szukali kłopotów, jak nie bójki tak problemy z zakłócaniem spokoju. Lista zarzutów była długa, a oni i tak zawsze wychodzili żywo z każdego otarcia się o śmierć moralną. Pod tym względem ich podziwiałam, nie umiałabym przeciwstawić się zasadom. Żyję jak mała, szara myszka.
Kiwnęłam głową i spuściłam wzrok. Nic nie mówił, więc wsłuchiwałam się w spokojną, klasyczną muzykę z sali i śmiechy rozmawiających ludzi. Zawsze okół niej było tyle ludzi, a i tak czuła się osamotniona. Ludzie bardziej patrzyli na jej status społeczny niż na to, jaką jest osobą.
- A jak u ciebie? - usłyszałam pytanie z jego ust. Przełknęła ślinę przygotowując się do odpowiedzi. - Widziałem, że zaprzyjaźniłaś się z tą nową uczennicą, Minhae, tak? - kątem oka zauważyłam, że patrzył na mnie.
- Tak, Minhae. U mnie bez zmian. Ciągle ta sama monotonia - zaśmiałam się nerwowo zakładając pasmo włosów za ucho. Nie lubię o sobie opowiadać, jestem skrytą osobą. - Ostatnio zauważyłam, że twój fandom się powiększył, Sunbae - powiedziała z uśmiechem patrząc na niego. - Macie coraz więcej fanek w szkołach - zaśmiała się zakrywając usta.
- Tak - uśmiechnął się szeroko. - Ale to trochę uciążliwe, gdziekolwiek
pójdę, to spotkam jakąś dziewczynę, która wyznaje mi miłość - zaśmiał
się szczerze. - A propos, twoja koleżanka trochę ostatnio zaszła za skórę Jonginowi - powiedział już bez uśmiechu. Stał się poważniejszy z sekundy na sekundę.
- Chodzi ci o tą wymianę zdań na korytarzu, Sunbae? - kiwnął głową na znak, że właśnie o tym mówił. - Ah, nie znam szczegółów, nawet nie pytałam się o to później - powiedziałam spokojnie i napiłam się łyka szampana by trochę bardziej się otworzyć. - Ostatni raz widziałam Minhae jak byłyśmy małe - zatrzymałam się na chwilę by cicho westchnąć. - Znamy się tak długo jak ty ze swoimi znajomymi - dodała szybko. Położyłam kopertówkę na swoich kolanach i oparłam głowę na dłoni, mogłam sobie pozwolić na chwilę wytchnienia od sztywnych zasad dyplomatycznych. - Długo się z nią nie widziałam. Wiesz. Jej ojciec krótko ją trzyma, a przy temperamencie Minhae jest kilka groźnych starć pomiędzy nimi - westchnęłam czując jak obserwował mnie. - W sumie jej się nie dziwię. Życie pod kłódką nie jest przyjemne.
- Nie na wszystko masz wpływ - rozsiadł się i odstawił kieliszek. - Sunhee, zawsze milo mi się z tobą rozmawia - powiedział cicho. Zalałam się rumieńcem, a i tak spojrzałam na niego zdziwiona. Chciałam jakiegoś wytłumaczenia dlaczego tak myśli. - Myślisz realistycznie i nie wyciągasz pochopnych wniosków. Wiesz, dużo mam do czynienia z kobietami, ale większość i tak próbuje mi się dorwać do spodni - zaśmiał się z własnego żartu.
- Sunbae - upomniała go z uśmiechem. - One tylko chcą byś spojrzał na nie i wybrał którą na dziewczynę - powiedziała spokojnie. Co prawda miała mały epizod miłośny wzdychania do Joonmyuna. Ale rozmawiając czuję więź przyjacielską niż miłosną, więc darowałam sobie jednostronną miłość, cieszę się z przyjaźni z nim. Choć i tak połowa szkoły myśli, że rozmawiamy ze sobą tylko w sprawach szkoły.
- Narazie nie szukam dziewczyny - powiedział i spojrzał na zegarek.
- Która godzina? - zapytała szybko widząc jak zmarszczył brwi.
- Przed północą - odpowiedział, a ja wstałam. - Musisz już iść? - spytał zawiedziony mrugając szybciej niż zwykle.
- Zamówię taksówkę i pojadę do domu - powiedziałam zdejmując jego marynarkę.
- Nie! Zostaw ją, następnym razem mi ją oddasz - obdarzył mnie szczerym uśmiechem, a moje kolana ugięły się. - Poczekać z tobą na taksówkę? - zapytał, a ja wcisnęłam mu swój kieliszek.
- Nie dziękuję, Sunbae - podziękowałam. - Poradzę sobie, miłego wieczoru - powiedziałam z uśmiechem i zaczęłam iść w stronę drzwi.
- Do zobaczenia w szkole! - krzyknął, a ja pomachałam mu na pożegnanie.
Nie chciałam iść, ale obiecałam mamie, że wrócę wcześniej niż ojciec. Bała się o mnie, ale i tak trzymałam się zasad. Zeszłam po chodach na dziedzińcu i zobaczyłam czekającą już taksówkę, widocznie Joonmyun musiał po nią zadzwonić. Z uśmiechem wsiadłam i podałam adres domu.
Suho ! *.* On jest takim dżentelmenem, że no po prostu kocham go. Świetny rozdział plus te konie. ^^ Szkoda, że to jednak nie to Sunhee jest tą jego żoną. :D Fajnie by było! xD
OdpowiedzUsuńPozdrawiam <3
Joonmyun jedyny normalny człowiek w grupie EXO w tym opowiadaniu XD A zobaczymy co później będzie, możliwe, że Sunhee zostanie czyjąś żoną *u*
UsuńDLACZEGO NIKT MNIE NIE POINFORMOWAŁ ŻE JEST JUŻ DRUGI ROZDZIAŁ? STRZELAM FOCHA ;-; nie no żartuję, jakbym mogła :D chciałam być pierwsza, ale cóż... za to mój komentarz będzie prawie taki długi jak ten rozdział muahahahhah patrzcie i podziwiajcie :D
OdpowiedzUsuńod razu poznłam że to moja Alutka pisała, skąd? tak jakoś... przeczucie pedosia *O* (i wcale nie widziałam tego podpisu na dole "autor: Alice" pff serio nie widziałam, ślepa żem ;-;) dobra koniec bezsensownej paplaniny, przechodzę do sedna XD
WOW SUHO. wiecie, ja tak nie za bardzo za nim przepadam, ale tutaj no... pokazał klasę, prawidziwy dżentelem co to każdą damę wybawi z opresji XD no no no, już mu żonę wybrali, a to dobre jakby to Minhae była, uśmiałabym się ahahhahaha (mówiłam wam że jestem medium? nie? to wam mówię XD widzę przyszłość, wiem co planujecie XDDDD) no bo czemu tak o nią wypytywał... znaczy no drążył ten temat z Jonginem i wgl no ale no wiadomo, chciał wybadać sprawę czyż nie mam racji? NIE MAM? XD mogę się mylić.... ale mogę też mieć rację XD któraś z tych opcji na pewno jest dobra XD
czekam na następny rozdział i wyjaśnienie sytuacji bo nie wiem czy nadal mam moją moc czy ją straciłam ;-;
Sama zapomniałam powiedzieć Niku XD Nie fochaj się, następnym razem powiem Wam ;-;
UsuńNastępny rozdział zależy od Niku, chyba że w ogóle nie zahaczy o ten temat to sama go dokończę *u*